Kuchnie Azji i wino

Autor: EDUARDO BRETHAUER. Jest Chilijczykiem/Włochem i jednym z najbardziej rozpoznawalnych i oryginalnych piór w świecie wina. Dziennikarz, autor licznych publikacji, w tym „Vinos con Cuento”, juror konkursów winiarskich na pięciu kontynentach oraz entuzjastyczny szef kuchni amator. Mieszka w Polsce.

Tajny język ostrości

Dla Azjatów ostrość nie jest pokazem odwagi, lecz narzędziem budowania równowagi. Raz rozgrzewa, innym razem odświeża; raz pobudza apetyt, kiedy indziej wspomaga trawienie; czasem lekko znieczula usta, a czasem wypełnia nos aromatem, by po chwili zniknąć. Bo ostatecznie najlepszym kucharzem nie jest ten, kto panuje nad ogniem, lecz ten, kto potrafi z nim rozmawiać.

Zachód zamienił ostrość w rywalizację. Wymyślił skale, rekordy i papryczki zdolne przemienić kolację w nuklearny incydent. Azja wybrała inną drogę. Zrozumiała, że ostrość może być ciepłem, elektrycznością, aromatem, świeżością, a nawet fermentacją. Zrozumiała, że nie istnieje jedna ostrość. Istnieje ich wiele.

Być może właśnie dlatego zachodnie pytanie: „Jak bardzo jest ostre?” brzmi tak naiwnie.

Od elektryzującego mrowienia pieprzu syczuańskiego, przez uderzającą w nos ostrość japońskiego wasabi, aż po otulające ciepło imbiru czy niemal filozoficzną równowagę indyjskiego curry – wielkie kuchnie Azji nie używają ostrości po to, by ukarać gościa, lecz by budować harmonię. Za tą pozorną prostotą kryje się fascynująca rozmowa historii, medycyny, chemii i gastronomii.

Przed i po papryczce chili

Mucho antes de que Europa descubriera América, las especias ya habían dibujado un vasto mapa del sabor. Pimienta de Malabar, canela de Sri Lanka, clavo y nuez moscada de las Molucas, jengibre, cúrcuma y cardamomo, viajaban por caravanas y perfumaban los puertos. Eran medicina, perfume, moneda y, sobre todo, una forma de presumir en la mesa. Controlaban rutas, fortunas y apetitos. En otras palabras, los imperios que dominaban una especia cobraban un impuesto sobre el placer.

Na długo przed tym, jak Europa odkryła Amerykę, przyprawy zdążyły już nakreślić rozległą mapę smaków. Pieprz z Malabaru, cynamon ze Sri Lanki, goździki i gałka muszkatołowa z Moluków, imbir, kurkuma i kardamon wędrowały karawanami, wypełniając zapachem porty świata. Były lekarstwem, perfumami, walutą, a przede wszystkim oznaką prestiżu przy stole. Wyznaczały szlaki handlowe, budowały fortuny i rozbudzały apetyt. Innymi słowy imperia kontrolujące handel przyprawami pobierały podatek od przyjemności.

Papryczki chili należą do rodzaju Capsicum i pochodzą wyłącznie z obu Ameryk. Nie było ich ani w Indiach, ani w Chinach, Korei, Tajlandii czy Japonii. Globalna historia ostrości rozpoczęła się dopiero po 1492 roku, kiedy Hiszpanie i Portugalczycy włączyli kapsaicynę do sieci handlowych łączących Amerykę, Europę, Afrykę i Azję. Kuchnie, które dziś uważamy za „od zawsze ostre”, są w rzeczywistości efektem jednej z największych rewolucji botanicznych w dziejach.

Papryczka chili pojawiła się na przyjęciu i po prostu podkręciła głośność.

Ostrość nie jest smakiem

Na początek rozprawmy się z pewnym nieporozumieniem: ostrość nie jest smakiem. Słodycz, słoność, kwasowość, gorycz i umami należą do układu smakowego. Ostrość gra na zupełnie innym boisku: jest reakcją sensoryczną, za którą odpowiada przede wszystkim układ trójdzielny, wykrywający bodźce chemiczne wywołujące uczucie gorąca, pieczenia czy bólu.

Kapsaicyna zawarta w chili aktywuje receptor TRPV1 – ten sam, który reaguje na wysoką temperaturę. Mechanizm ten opisał w latach 90. David Julius, a jego odkrycie przyczyniło się do przyznania Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny w 2021 roku. Dlatego mózg interpreTuje chili jako ciepło, nawet jeśli potrawa została właśnie wyjęta z lodówki.

Tyle że ostrość mówi wieloma językami. Czarny pieprz zawdzięcza ją piperynie, imbir – gingerolom i szogaolom, wasabi oraz gorczyca – izotiocyjanianom, które aktywują przede wszystkim receptor TRPA1. Z kolei mentol pobudza receptor TRPM8, wywołując uczucie chłodu. Pieprz syczuański prowadzi natomiast własną grę – zawarte w nim sanshoole odpowiadają za charakterystyczne mrowienie i lekkie odrętwienie.

Wrzucanie wszystkich tych doznań do jednego worka z napisem „ostre” jest więc sporym uproszczeniem. To trochę tak, jakby uznać, że nokturny Chopina i disco polo są tym samym tylko dlatego, że oba należą do muzyki. Technicznie rzecz biorąc – trudno się z tym spierać. Kulturowo – to już mała katastrofa.

Chiny: ogień, który znieczula

Papryczka chili dotarła do Chin stosunkowo późno, ale tamtejsza kuchnia od stuleci operowała już imbirem, czosnkiem, anyżem gwiazdkowym, pieprzem, cynamonem oraz fermentowanymi produktami, takimi jak doubanjiang, sos sojowy czy ocet ryżowy. Kiedy więc Capsicum pojawiło się w Państwie Środka, trafiło do kuchni doskonale przygotowanej, by uczynić z niego coś więcej niż tylko źródło ostrości.

Tak narodziło się syczuańskie málà. Má oznacza charakterystyczne mrowienie i odrętwienie wywoływane przez pieprz syczuański, là – pieczenie kapsaicyny. Dwa zupełnie różne bodźce, które razem tworzą jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń sensorycznych w całej Azji.

Najlepszym przykładem pozostaje Mapo Tofu – jedwabiste tofu, mięso, chili, fermentowany doubanjiang, olej chili i pieprz syczuański. Hot Pot z Chongqingu doprowadza grę z ogniem niemal do granic możliwości, a Kung Pao buduje napięcie między chili, octem, cukrem i orzeszkami ziemnymi.

Chiny nie kończą się jednak na Syczuanie. Kanton stawia na delikatność, gotowanie na parze i owoce morza. Jiangsu słynie z subtelności i wyrafinowanych tekstur, Fujian z aromatycznych bulionów i kuchni morskiej. Z kolei Hunan potrafi być nawet ostrzejszy niż Syczuan, choć pozbawiony charakterystycznego efektu znieczulenia wywoływanego przez sanshoole.

Różnica nie polega więc na tym, jak bardzo „ostre są Chiny”. Pytanie brzmi raczej: jakie odczucie dana kuchnia chce wywołać u gościa.

Indie: ostrość jako system

Indie uczyniły z przypraw osobny język. Dla indyjskiego kucharza słowo „curry” znaczy niewiele – to kolonialna etykieta obejmująca tysiące bardzo różnych potraw. Prawdziwa gramatyka

[...]

Udostępniono 30% tekstu, dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla prenumeratorów.

Strefa prenumeratora

Wszyscy prenumeratorzy miesięcznika w ramach prenumeraty otrzymują login i hasło umożliwiające korzystanie z pełnych zasobów portalu (w tym archiwum).

Prenumerata RYNKU TURYSTYCZNEGO to:
  • Pewność, że otrzymasz wszystkie wydania miesięcznika prosto na biurko
  • Dostęp do pełnych zasobów portalu www.rynek-turystyczny.pl
  • (w tym archiwum dostępne wyłącznie dla prenumeratorów)
  • Rabat uzależniony od długości trwania prenumeraty
  • Wszystkie dodatkowe raporty tylko dla prenumeratorów
Prenumeratę możesz zamówić:
  • Telefonicznie w naszym Biurze Obsługi Klienta pod nr 22 333 88 20
  • Korzystając z formularza zamówienia prenumeraty zamieszczonego na stronie www.sklep.pws-promedia.pl
Jeśli jesteś prenumeratorem a nie znasz swoich danych dostępu do artykułów Restauracji napisz skontaktuj się z nami, bok@pws-promedia.pl