Dialog ze smakiem- Rozmowa z szefem Maciejem Majewskim   W NUMERZE

Autor: Rozmawiała Anna Smolec


Warszawski Dialog to miejsce, które wymyka się jednoznacznym kategoriom. Łączy w sobie elegancję fine diningu z autentycznością i bezpośrednim kontaktem z gościem. Wnętrze wypełnia muzyka z winyli, atmosfera bliskiego spotkania i kuchnia, która mówi własnym głosem – szczera, sezonowa, polska, ale niepozbawiona nowoczesnych akcentów. Za sterami stoi szef kuchni Maciej Majewski – znany z zamiłowania do tradycji, szacunku dla produktu i mentoringowego podejścia do młodych kucharzy. O filozofii honest diningu, o roli emocji i zespołu, o kuchni, która staje się rozmową, opowiada w rozmowie z nami.

Miejsce na mapie Warszawy dość nietypowe. Dlaczego Dialog? Skąd to słowo i co ono znaczy dla pana?

Dialog to dla nas rozmowa z gościem – tyle że nie słowami, ale jedzeniem. Naszym językiem są smaki. Staramy się, by każdy talerz był częścią tej konwersacji. Mamy bardzo bliski serwis – kelnerzy i sommelierzy opowiadają o daniach, animują je przy stole, rozmawiają z gośćmi. To nie jest obsługa z dystansu, tylko spotkanie, relacja. Ten dialog trwa przez cały wieczór.

Ale to też dialog z przeszłością, prawda?

Zdecydowanie. To miejsce jest współczesne, ale ma w sobie ducha dawnych czasów – winyle, stare plakaty, trochę bigbitu w tle. Cały wieczór gramy muzykę z płyt, nie z playlist. Goście mogą nawet sami wybrać trzy płyty z naszego menu winylowego. To tworzy klimat – taki, w którym muzyka, kuchnia i rozmowa naturalnie się przenikają.

A jak pan opisze swoją kuchnię?

Polska, ale nowoczesna, sezonowa i przede wszystkim autentyczna. Nie udajemy, że odkrywamy Amerykę. Po prostu robimy swoje – uczciwie i z szacunkiem do produktu. Jesteśmy blisko dostawców, współpracujemy z małymi gospodarstwami, często rodzinnymi. Nasze menu rośnie z sezonem. Mieliśmy wiosną dzikie zioła, teraz bierzemy dynię od zaprzyjaźnionych rolników. To wszystko żyje razem z naturą.

Czyli zero owoców morza?

Dokładnie. Nie czujemy potrzeby. Polska kuchnia ma tyle do zaoferowania! Oczywiście pojawiają się akcenty – odrobina yuzu, sos sojowy, elementy kuchni japońskiej, bo to moja pasja. Ale to tylko przyprawa do historii, nie główny bohater.

Państwa danie firmowe to kaczka.

Tak, to nasz klasyk. Elementem dania jest suszona pierś kaczki, czyli taka nasza kaczka katsuobushi. Suszymy ją trzy tygodnie, a potem ścieramy cienkie płatki przy gościu, na talerzu. To nasz sposób na wykończenie dania – trochę jak trufle, tylko po polsku.

Ciekawy pomysł! To bardzo w duchu honest dining, prawda?

Tak, bo honest dining to nie marketing, tylko postawa. Chcemy być szczerzy wobec gości i wobec siebie. Nie udajemy fine diningu, nie gonimy za gwiazdkami. Tworzymy doświadczenie, które jest prawdziwe. Goście to czują. Wracają. Dla mnie to największe wyróżnienie – powracający gość, nie nagroda.

Cały czas mówi pan „my”, zespół. A jak wygląda dialog w kuchni Dialogu?

Nasz zespół to dziewięć osób – każda ma swoje mocne strony. Ktoś świetnie czuje proteiny, ktoś inny desery, ktoś warzywa. Tworzymy wszystko razem, testujemy nowe dania wspólnie z serwisem i kelnerami. To bardzo zespołowa praca – ja jestem spoiwem, ale każdy ma wpływ. To ważne, bo tylko tak można zachować spójność i autentyczność.

Wychodzi pan do gości?

Zawsze. Staram się być przy każdym stoliku – przy pierwszym, przy drugim daniu, a niekiedy serwujemy petit four, zbieram opinie. Pytam, co było dla gości najciekawsze, które danie to ten moment, kiedy ktoś mówi: „To smak mojego dzieciństwa”. Wtedy wiem, że to danie zadziałało.

Ma pan mentoringowe podejście do pracy z młodymi kucharzami. Jak pan widzi to pokolenie?

To trudny temat. Młodzi mają pasję, ale brakuje im cierpliwości. Chcą wszystko od razu. A kuchnia to droga – nie da się jej skrócić. To lata nauki i doświadczeń. Sam miałem szczęście uczyć się od ludzi z ogromną wiedzą, jeszcze w polskich realiach powojennych. Oni mieli niesamowitą dar przekazywania wiedzy. Dziś tego trochę brakuje. System edukacji gastronomicznej powinien dawać młodym więcej praktyki i kontaktu z prawdziwą kuchnią.

Co uważa pan za największe wyzwanie dla współczesnych restauratorów?

Utrzymać autentyczność i konsekwencję. Goście są coraz bardziej świadomi, znają smaki, podróżują. Wiedzą, czego szukają – emocji, historii, jakości. Nie wystarczy zaskakiwać efektem – trzeba wzruszać. Smak to emocja, ferment. W Dialogu spotykają się wszystkie te elementy.

A przyszłość gastronomii? Jakie technologie czy rozwiązania będą kluczowe?

Zawsze ludzie. Technologia pomaga, ale nie zastąpi człowieka. Rzemiosło pozostaje bez zmian: kuchnia, nóż, ogień. Najważniejsze, by mieć odwagę, by nie bać się fundamentów. Reszta to dodatki.

Piękne podsumowanie: wszystko sprowadza się do dialogu.

Dokładnie. Dialog to nie tylko nazwa restauracji. To relacja – z ludźmi, z naturą, z zespołem, z tradycją. Bo tylko w dialogu można naprawdę tworzyć.


TRZY ZASADY DOBREGO DIALOGU W KUCHNI WEDŁUG MACIEJA MAJEWSKIEGO

1. Słuchaj ludzi, zanim ich ocenisz.
2. Ucz, ale sam też się ucz każdego dnia.
3. Smak to nie tylko technika – to emocja.